Hey Joe na 7344 gitary!

Pierwszy maja to już tradycyjnie dzień spotkania gitarzystów we Wrocławiu. Cel mają jeden – pobić Gitarowy Rekord Guinnessa wykonując utwór „Hey Joe” Jimiego Hendrixa. Tegoroczna wielka orkiestra liczyła 7344 instrumentalistów, co pozwoliło osiągnąć wynik lepszy od tego z 2012 roku.

Wrocław miastem gitary

Pierwsze próby pobicia Rekordu Guinnessa rozpoczęły się 12 lat temu, kiedy to na Przystanku Woodstock Leszek Cichoński zebrał aż 10 gitarzystów, którzy zagrali „Hey Joe”. Od tego momentu było już tylko lepiej. W 2003 roku we Wrocławiu zebrało się już 60 razy więcej uczestników, w 2008 – 1951 muzyków, a już rok później orkiestra pokazała, na co ją stać – wystąpiło wtedy 6346 gitarzystów. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, niestety rekord został pobity dopiero w 2012 roku, osiągając wynik 7273.

[alpine-phototile-for-picasa-and-google-plus src=”private_user_album” uid=”108291072771039539188″ ualb=”6011456343761968145″ authkey=”CKP08ryQ4_CTGQ” imgl=”fancybox” style=”floor” row=”7″ size=”800″ num=”13″ shadow=”1″ border=”1″ highlight=”1″ align=”center” max=”100″]

4/4 ||: C G | D A | E | E :||

Wrocławski rynek już od rana zapełniał się miłośnikami różnego rodzaju „wioseł” – małych, dużych czy własnoręcznie stworzonych. Gdy zegar wskazał godzinę 16, pomimo ulewy, jaka zawitała na miejsce bicia rekordu, orkiestra pod gitarą wiodącą Leszka Cichońskiego udowodniła, że „chcieć oznacza móc”. Na scenie głównej na wrocławskim rynku uczestnicy byli wspierani przez Steve’a Vaia, Erica Burdona, Chrisa Jaggera, Michaela Angelo Batio, Wojciecha Waglewskiego, Sebastiana Riedla, Wojciecha Pilichowskiego i wielu innych. Aby wziąć udział w wydarzeniu nie trzeba było przyjeżdżać do Wrocławia. Istniała możliwość współuczestnictwa za pośrednictwem Internetu. Grać można było również w jednym z dwunastu ośrodków zagranicznych. W ten sposób przebój Hendrixa wykonano na 7344 gitarach, a 12. edycja Thanks Jimi Festiwal stała się kolejną rekordową.

TJF to nie tylko rekord

Zaraz po ogłoszeniu wyniku na Wyspie Słodowej rozpoczął się koncert gwiazd. Na początku publiczność rozruszała Arka Noego, wykonująca swoje utwory, a także aranżacje polskich piosenek z lat 80. Następnie na scenę wjechała Luxtorpeda, a na wyspę przychodziło coraz więcej osób, którym deszcz nie psuł dobrych humorów i chęci do zabawy. Napięcie rosło, nakręcane przez Cichoński&Thanks Jimi AllStars Band oraz brytyjski progresywny Uriah Heep, aż do pojawienia się dwóch niewątpliwych gwiazd wieczoru. Pierwsi to legendarny Eric Burdon & The Animals, drugi Steve Vai. 12. edycja Thanks Jimi Festiwal okazała się szczęśliwa dla wszystkich miłośników gitary, niezależnie od wieku. Na występ dwóch ostatnich bandów przybyli fani rockowych brzmień, którzy pamiętają lata świetności Animalsów oraz ci, którzy znają ich twórczość tylko z radia. Gitarzyści pobili rekord, spotkali wielu wirtuozów tego instrumentu z całego świata, a na koniec dnia dobrze bawili się przy dźwiękach najwybitniejszych muzyków – przyjemność sama w sobie.

Melodie nieulotne

Tradycyjnie już 2 i 3 dnia piątego miesiąca roku, po zmaganiach rekordowych mogliśmy świętować nadejście maja, bawiąc się przy dobrej muzyce na wrocławskiej Wyspie Słodowej. Choć pogoda raczej zachęcała do pozostania w domach, z godziny na godzinę publiczność schodziła się na najgłośniejszą wyspę naszego miasta.. Tegoroczną edycję swoimi występami uświetnili Indios Bravos, Bethel, Sheep, Dawid Podsiadło Waglewski Fisz Emade, Coma, Happysad, Farben Lehre, Dr Misio, Jamal, Piersi, Mela Koteluk, Strachy na lachy oraz Hunter. Jak widać organizatorzy zapewnili dobrą zabawę słuchaczom wielu gatunków muzycznych, nie tylko miłośnikom swobodnego poruszania palcami po gryfie i ciężkich brzmień. Warto wspomnieć kilka słów o zespole Sheep. „Owca” od organizatorów otrzymała 30 min scenicznych, które wykorzystała, jak najlepiej mogła. taka szansa na promocję nie zdarza się codziennie. Grający rocka laureaci wielu nagród dla młodych zespołów lepiej zaprezentowaliby się występując przed Comą niż Dawidem Podsiadło, lecz i tak po przesłuchaniu stwierdzam, że zasłużyli na zaszczyt grania podczas 3 majówki.

“I can’t get no gratisfaction”

Koncert masowy zawsze przynosi ze sobą wiele zadziwiających sytuacji. Już sama organizacja to nie lada wyzwanie – wymienić wystarczy skoordynowanie wszystkich zespołów czy zapewnienie opieki medycznej uczestnikom wydarzenia. Najgorzej jest zapanować nad pogodą. Ten aspekt już kilkukrotnie pokrzyżował plany wrocławskich organizatorów. Są jednak momenty, kiedy nawet oni nie wiedzą, co się dzieje… Jamal trochę zaniemógł i po kilku kawałkach zszedł ze sceny. Sytuacje próbowali uratować Grzesiu Wlaźlak (Bethel) i Zima (Hope), czy im się to udało? Zależy od podejścia słuchaczy. Bisowe „Hera koka hasz LSD” w wykonaniu Piersi pozytywnie zaskoczyło publiczność, która włączyła się i wykonała utwór z muzykami. Niespodziewanie do Wrocławia wróciło słońce, „przywiezione” przez Strachy na lachy, a „sprawione” miłą dla ucha muzyką Meli Koteluk. I stało się. Na scenę wszedł wyczekiwany SNL. Trudno powiedzieć, czy to wszystko za sprawą  „obsiorbanych” nogawek, harmonijki oralnej czy saksofonu ana…  lecz sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Można ją opisać w następujący sposób, po małych zmianach:

Grabarz to we Wrocku miał zadyszkę
Bo śpiewając w ustach trzymał łyżkę

Nie chcę osądzać, czy to efekt zmęczenia materiału, czy jakiegoś spotkania. Niejednemu się zdarzyło, lecz wielu fanów wyszło delikatnie zażenowanych.

Majówka to trzy dni gorących emocji dobrej zabawy i miłych spotkań mimo chłodu panującego wokoło. Teraz czas na juwenalia. Niech Wrock’n’roll zostanie królem gitary na zawsze!

Filip Karpiński 

Jedna myśl na temat “Hey Joe na 7344 gitary!

Dodaj komentarz