Ona jest Cosmo

Kiedy jakiś czas temu najbardziej racjonalna z moich koleżanek pokazała mi swoją pokaźną kolekcję Cosmopolitana, byłam nieco zdziwiona tym faktem. Kompletnie nie pasowała mi do wizerunku Cosmogirl, który zaistniał w mojej głowie. No bo jak? Przecież Cosmogirl to istota głupiutka, pusta i frywolna – totalne przeciwieństwo mojej znajomej.

Brown – ikona. No właśnie, ikona czego?

Nie trzeba mieć paszportu Polsatu, ani tym bardziej znać Piaska, aby dokopać się do informacji o Helen Gurley Brown w Internecie, których jest zapewne bardzo dużo i jeszcze więcej. Postać dość kontrowersyjna, drążąca skałę tam, gdzie na dobrą sprawę nikt jej nie chciał. Feministka z wyboru, choć nieuznawana przez ówczesne feministki, które krytykowały ją przede wszystkim za jej podejście do kobiecości oraz promowanie kapitalizmu i konsumpcjonizmu. W jej czasach „Cosmogirl” potrafiła wyglądać olśniewająco od godziny  9 do 17, pozostawała szczupła niezależnie od wieku, potrafiła się elegancko ubierać niezależnie od rozmiarów sakwy –  a przede wszystkim wiedziała, jak uwieść przystojnego kierownika i wziąć z nim ślub. Była swoistym wzorcem dla kobiet pracujących. W końcu była jedną z nich! No i kto inny, jak nie ona, powołał na świat „Cosmogirl”? Co nie zmienia faktu, że najbardziej cenić, a przynajmniej szanować, należałoby ją za to, że własnoręcznie przeistoczyła podupadające pisemko w światowej klasy czasopismo trafiające na półki sklepowe w wielu krajach. Sama Brown uważała się za feministkę, popierała prawo do aborcji, nie miała nic przeciw związkom lesbijskim, mówiła, że chce dla kobiet wyboru od czegoś tak trywialnego jak spódniczka, po coś tak poważnego jak prawo do aborcji.

No to jaka właściwie jest ta „Cosmogirl”?

W dzisiejszym świecie bardziej ceni się mieć aniżeli być. Mania posiadania jest wszechobecna i opanowała właściwie cały glob. Lecz czy to oznacza, że okładki Cosmo nie powinny prowokować, a artykuły dotyczyć kryzysu ekonomicznego i masowego materializmu? Oczywiście, że nie! Co za tym idzie, nie możemy powiedzieć, że przeciętna „Cosmogirl” jest głupia, pusta i frywolna tylko dlatego, że zna więcej niż trzy podstawowe kolory – czerwony, niebieski i żółty, doskonale wie, co jest obecnie w modzie, kojarzy modelki Victoria’s Secret. Dodać należy, że wygląda o połowę mniej, niż sugerowałby jej wiek, co skrzętnie wykorzystuje przy okazji tworzenia własnych stylizacji. No bo co? Po czterdziestce to już powinnyśmy przyodziać habit i wstąpić do zakonu, zasłaniając co ponętniejsze fragmenty ciała? Jak dbała, to ma – wciąż jest ładna i zgrabna, więc nikt nie powinien zabraniać wykorzystywać jej własnych atutów. Dla mnie ta kobieta, niezależnie od tego, czy bliżej jej do dwudziestki, czy do czterdziestki, jest przede wszystkim pewna siebie i ma odpowiednio rozwinięte poczucie własnej wartości i kobiecości. Krytyka ją jedynie wzmacnia, a ona sama stara się rozwijać przez całe życie, nie uznaje ograniczeń, choć nie dąży po trupach do celu, kiedy chodzi o walkę o własne marzenia.

Co nie jest „Cosmo”?

Nadinterpretacja zawsze bywa szkodliwym zjawiskiem, które nie ominęło odbierania trendu panującego za czasów Brown. Teraz wiem, że wymalowana, plastikowa lala nie jest cosmo. Kobieta musi więc wreszcie zrozumieć, że skoro chciała równouprawnienia, to jednocześnie zgodziła się wsiąść na traktor i orać pole na równi z mężczyzną. Oznacza to więc posiadanie takich samych praw, a nie większej ich ilości. Również oznacza to, że nie powinna zapominać, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo się pomylić. A przede wszystkim powinna pamiętać, że trzeba ufać, aby kochać i być kochaną. Wbrew pozorom w miłości najważniejsza jest wolność. To najbardziej poszukiwane przez ludzi uczucie nie jest toksyczne tylko wtedy, kiedy najpierw zakochujemy się w sobie, kiedy doskonalimy przede wszystkim siebie i szanujemy prywatną przestrzeń partnera. Kłótnie nie są cosmo, chociaż w każdym związku potrzebne jest od czasu do czasu trzęsienie ziemi, abyśmy pamiętali o wartości partnera. Poza tym nie dajmy się zwariować, Cosmo to tylko gazeta, żadna biblia ani wyrocznia. Najważniejsze, aby traktować wszystko z przymrużeniem oka i z dystansem, a dojdziemy do wyznaczonych sobie celów.

Iniemamocna

Dodaj komentarz