Bez prądu, ale z klimatem – Kult Unplugged

Są wykonawcy, o których wszyscy przynajmniej słyszeliśmy, bez względu na nasz stosunek do ich twórczości. Jednym z takich zespołów jest Kult, od ponad trzydziestu lat obecny na polskiej scenie muzycznej. Odbywająca się właśnie akustyczna trasa koncertowa  to świetna okazja do zapoznania się z nieco innym obliczem tej rockowej grupy, która swój występ zaprezentowała wrocławskiej publiczności 16 marca.

Kult miałam przyjemność słyszeć na żywo już dwukrotnie, jednak ostatnie widowisko znacznie różniło się od dotychczasowych popisów kapeli. Hala Orbita, w której odbył się koncert nie należy do najmniejszych, a mimo to atmosfera stworzona przez muzyków i oświetleniowców skutecznie zmniejszyła fizyczny dystans pomiędzy zespołem a widownią. Od publiczności cierpliwie oczekującej na pojawienie się muzyków, poprzez specyficzny wystrój sceny (lampy z abażurami, telefon z tarczą numeryczną, a nawet konik na biegunach!), aż po subtelne oświetlenie – wszystko to stworzyło wyjątkowy klimat tego wieczoru. Pojawiły się nawet balony z helem. Ale po kolei…

Posłuchaj, to do Ciebie

Koncert, podobnie jak album MTV Unplugged, rozpoczął się spokojnie za sprawą utworu Jeźdźcy. Jednak gdy tylko rozległ się pierwszy akord kolejnej piosenki,  publika znacznie się ożywiła. Refren KULTowego Baranka odśpiewała zgodnie cała sala, zarówno dzieci, jak i ich rodzice. Obejmująca ponad trzydzieści utworów set lista to przekrój przez całą twórczość zespołu. Kolejne utwory, wśród których obok nowych kompozycji (Prosto, Maria ma syna) nie zabrakło powszechnie znanych klasyków (Arahja, Brooklyńska rada Żydów), nagradzane były coraz większymi oklaskami. Usłyszeć też można było dwie przeróbki – Passengera z repertuaru Iggy’ego Popa oraz Zegarmistrza światła Tadeusza Woźniaka. Każdy z utworów opatrzony został komentarzem Kazika, który tryskał humorem i chętnie opowiadał anegdoty na temat kolegów z zespołu czy występów Kultu. Ubierając koszulkę z wizerunkiem Heisenberga, lider kapeli puścił zaś oczko do fanów popularnego serialu Breaking Bad 😉

[alpine-phototile-for-picasa-and-google-plus src=”private_user_album” uid=”108291072771039539188″ ualb=”5995863024107666881″ authkey=”CLT-pduQwo7uSg” imgl=”fancybox” style=”floor” row=”5″ size=”640″ num=”10″ shadow=”1″ border=”1″ highlight=”1″ align=”center” max=”100″]

Ręce do góry

Zespół wsparli zaprzyjaźnieni muzycy, co stało się już tradycją akustycznych koncertów grupy. Podczas tegorocznej trasy byli to Dr Yry z grupy TP 25, Tomasz Kłaptocz z zespołu Buldog oraz Mirosław Jędras, szerzej znany jako Zacier. Każdy z gości wykonał dwa utwory – z repertuaru Kultu oraz twórczości własnej. Wrocławska publiczność miała  okazję usłyszeć utwór Kanały (TP 25) oraz Modlitwę o rzeczy z tekstem Tadeusza Gajcego (Buldog). Najwięcej emocji wzbudził jednak ostatni z zaproszonych muzyków, który pojawił się na scenie odziany w… sukienkę i zaopatrzony w balony z helem, by odśpiewać Gdy nie ma dzieci. Atmosfera wyraźnie się rozluźniła, na dowód czego Kazik zaprezentował zgromadzonym wpływ wypełniającego balony gazu na swoje struny głosowe.;) Publiczność nie pozostała  mu dłużna – zgodnie powstała z krzeseł i z rękoma  w górze wykrzyczała teksty ostatnich utworów – Polski, Celiny oraz Wódki. Na koniec, zgodnie z tradycją koncertów unplugged w wykonaniu Kultu, Kazik złożył podziękowania i ukłony wiwatującemu tłumowi.

Zastanówcie się sami

Oprócz tego, że przepadam za Kazikiem i spółką, jestem też fanką wykonań akustycznych i nowych aranżacji znanych utworów. Nikogo więc nie powinny zdziwić moje, jak najbardziej pozytywne, wrażenia po występie. Muszę przyznać, że nie jestem przyzwyczajona do koncertów, w których publiczność słucha występu w pozycji  siedzącej,  jednak raz na jakiś czas może stać się to przyjemną  odmianą. Osobom, które do tej pory kojarzyły Kult wyłącznie z Barankiem i juwenaliami, szczerze polecam przesłuchanie utworów zespołu w wersji bez prądu. Można się mile zaskoczyć 😉

Tekst – Ewa Koczułap
Zdjęcia – Karolina Tomczyszyn

Dodaj komentarz