Reanimować Śląsk

Śląsk Wrocław zmienił się nie do poznania. Niestety, z drużyną, która przez ostatnie trzy lata kończyła rozgrywki w pierwszej trójce, ma już niewiele wspólnego. Misję ratowania sezonu włodarze klubu przekazali Tadeuszowi Pawłowskiemu. Dlaczego może mu się udać?

Obserwując ligę od wielu sezonów, można dojść do wniosku, że jest ona koszmarem wszystkich klientów bukmacherów. Jej nieprzewidywalność sprawia, że każdy wynik jest możliwy, niezależnie od rzekomej klasy występujących na boisku drużyn. W naszej Ekstraklasie występuje deficyt pewniaków. Jak inaczej nazwać potknięcia, mierzącego zawsze wysoko, Lecha Poznań z Pogonią Szczecin czy z autsajderem Widzewem? Jak traktować fenomenalnego w rundzie jesiennej Górnika Zabrze, który na wiosnę zapomina, jak się wygrywa? Nawet Legii Warszawa zdarzają się wpadki, o czym dobrze pamiętają kibice Podbeskidzia. Jaki z tego wniosek dla Śląska? Każdy może wygrać z każdym.

Stare problemy

Zwycięstwa oczywiście nie przyjdą bez oczyszczenia atmosfery w szatni, za co od pierwszych dni swojej pracy wziął się trener Pawłowski. Poprzedni szkoleniowiec wrocławskiej drużyny – Stanislav Levy, choć sympatyczny, niestety w pewnym momencie stracił kontrolę nad zawodnikami. Już pod koniec 2012 roku, mistrzowska ekipa zaczęła się wewnętrznie dzielić, czego skutkiem było wyrzucenie z klubu Patrika Mraza. Pojawi się on na treningu pijany, o czym poinformowali trenera bracia Gikiewicz. Zapoczątkowało to konflikt między nimi a resztą zespołu, która spodziewała się większej solidarności. Łukasz Gikiewicz odszedł ze Śląska latem, natomiast Rafał w klubie pozostał. Nie trzeba było czekać długo, by znowu doszło do spięcia. Po przegranym meczu z Zawiszą Przemysław Kaźmierczak uderzył, wściekłego po porażce, Rafała Gikiewicza. Początek rundy wiosennej nie dawał żadnych nadziei na poprawę – dwa kolejne przegrane mecze, piłkarze bez formy i do tego krótka ławka rezerwowych. W tym momencie pojawia się Pawłowski i robi rewolucję.

Nowy kapitan

Tak trzeba określić zabranie opaski kapitańskiej Sebastianowi Mili i przekazanie jej Marco Paixao. Mila – symbol ostatnich sukcesów Śląska, obecnie jest cieniem samego siebie. Mimo to wciąż pozostaje ważnym graczem pierwszej drużyny, stąd też tak radykalne posunięcie nowego trenera należy uznać za ryzykowne, ale też odważne. Dwa pierwsze mecze pod wodzą Pawłowskiego pokazały, że nie mógł on podjąć lepszej decyzji. Paixao, zarówno w meczu z Cracovią, jak i Legią, strzelił po bramce, dzięki czemu Śląsk ugrał 4 punkty. Na decyzji Pawłowskiego powinien zyskać przede wszystkim Mila, który podrażnionej ambicji powinien dać upust na boisku. Najpierw jednak musi stracić parę kilogramów… co w obliczu treningów u nowego szkoleniowca nie powinno być trudne. Dalibor Stevanovic o jednym z nich tak się wypowiedział: Trening był intensywny. Trochę pracowaliśmy nad taktyką. Jesteśmy zadowoleni z tych zajęć. Jest trochę inaczej niż za Levy’ego.

Nowe twarze

Śląsk musi też liczyć na nowych piłkarzy. W meczu z Legią całkiem przyzwoite 45 minut zagrał Flavio Paixao, brat-bliźniak Marco. Potem jednak widać było, że nie przygotował się właściwie do rundy rewanżowej i z czasem brakowało mu sił. Ciekawym piłkarzem jest Słowak, pozyskany z MSK Żiliny, Robert Pich. Niewysoki pomocnik, z postury przypominający Arkadiusza Piecha, potrafi dobrze dryblować i silnie uderzyć z dystansu. Ponadto na Słowacji słynął z roli playmakera, co może być antidotum na niedyspozycyjność Mili. Natomiast inni pozyskani piłkarze – Lukas Droppa, Mateusz Machaj i Tom Hateley, zdają się być typowymi, boiskowymi rzemieślnikami-przeciętniakami, którzy Śląskowi zbytnio nie pomogą, ale też nie zaszkodzą. Są ważni o tyle, że wprowadzą do drużyny rywalizacje, której Wrocławianom ewidentnie brakowało. Widać było, że część piłkarzy pogodziła się z nieprzedłużaniem ich kontraktów po sezonie i nie chciała umierać za Śląsk. Nowi piłkarze mają motywacje, by grać jak najlepiej.

Nowa jakość?

Pawłowskiemu można zarzucić brak doświadczenia w prowadzeniu innego klubu na tym poziomie rozrywkowym. Jednak to, co dla jednych może być wadą, dla innych stanowi cenną zaletę. Prowadził on austriackich juniorów, którzy nierzadko przenosili się potem do silnej niemieckiej Bundesligi. Zna  więc temat szkolenia od podszewki, co predysponuje go do poukładania Śląska od piłkarskich podstaw. Mimo zabawnej sytuacji podczas pierwszej konferencji (Pawłowski zdjął koszule, by założyć koszulkę Śląska z jego nazwiskiem), zdaje się być profesjonalistą – zatrudnił do klubu dietetyczkę, zabronił piłkarzom picia gazowanych, słodkich napojów, chce poszerzyć skład o fizjologa. Klub ma mieć ręce i nogi – to jest celem trenera. Wyniki powinny przyjść same. W końcu, w naszej Ekstraklasie, wszystko może się zdarzyć.

Przemysław Siwko

fot. slasknet.com

Jedna myśl na temat “Reanimować Śląsk

Dodaj komentarz