Soczi 2014: Igrzyska Putina

     Film w reżyserii Aleksandra Gentelewa pt. „Putin’s Games” („Igrzyska Putina”) to dzieło, o którym było głośno jeszcze na długo przed rozpoczęciem minionej olimpiady w Soczi. Wszystko za sprawą ogromnej (dwukrotnie przekraczającej koszty produkcji) sumy, którą zaproponowano niemieckiej producentce dokumentu, Simone Baumann, za odstąpienie od publikacji. Autorzy „Igrzysk” pozostali jednak nieugięci i dziś w Internecie bez trudu możemy odnaleźć efekt ich kilkuletniej pracy dziennikarskiej.

     Ciekawa jest konstrukcja dokumentu. Na samym początku – sielanka. Poznajemy krótką historię miasteczka, którego losy zdeterminowało zarządzenie Stalina pt. „klasa pracująca będzie odpoczywała w Soczi”. Widzimy także moment ogłoszenia gospodarza Zimowych Igrzysk 2014 – pełna euforia. Na ekranie pojawiają się też Bardzo Ważne Osobistości, które pomiędzy wymianą przyjacielskich uścisków z mieszkańcami miasteczka a pomaganiem staruszkom w dźwiganiu zakupów, zapewniają widzów o tym, jak wielką szansę dla kraju stanowią Igrzyska. Z czasem jednak sprawa się komplikuje i pośród ogólnego zachwytu pojawiają się również głosy bardziej sceptyczne. Optymistyczne obietnice dygnitarzy nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością, a jeden absurd goni kolejny. Autorzy dokumentu, podczas licznych rozmów z przedstawicielami władz, właścicielami większych i mniejszych przedsiębiorstw oraz tzw. „zwykłymi ludźmi”, próbują znaleźć odpowiedzi na kilka fundamentalnych (a zarazem jakże niewygodnych!) pytań. Dlaczego tak rozległy i zimny kraj organizuje igrzyska w jedynym regionie o klimacie podzwrotnikowym? Jakich poświęceń wymaga od mieszkańców terenów, na których odbywać mają się zawody ich organizacja? Czy Rosję stać na „drogi ze złota”… a jeśli tak – kto na nich zarobi, a kto za nie zapłaci?

     Oczywiście, sprawę można skwitować stwierdzeniem „to przecież Rosja” – ale byłoby to podsumowanie wysoce upraszczające i niesprawiedliwe. Wiele spostrzeżeń bohaterów filmu wydaje się być bowiem aktualne w każdej szerokości geograficznej. Trudno nie zgodzić się z myślą, iż „wielkie plany realizuje się kosztem małego biznesu”, czy jakże plastycznym porównaniem „rządowe bagno pochłonie każdą sumę”. Jest jednak coś (w moim odczuciu) smutniejszego nawet od całego tego festiwalu marnotrawstwa, oszustwa i korupcji, przedstawionego na ekranie. To zrezygnowana postawa znacznej części Rosjan, którzy nawet po doznaniu ogromnych krzywd ze strony władz państwowych, potrafią jedynie podsumować sytuację stwierdzeniem „Nie wiem, czy muszą nas tak traktować, ale jak robią tę olimpiadę, to pewnie nie mają wyboru”. No właśnie – muszą czy nie muszą? W sytuacji, gdy kolejne miasta dobrowolnie (!) rezygnują z ubiegania się o organizację zimowych igrzysk 2022 a wizja Krakowa w roli gospodarza staje się coraz bardziej realna, to najzupełniej zasadne pytanie. Szkoda, że nikt nam go nie zada – referendum to przecież zbędny luksus. Zdaniem wstępnych wyliczeń ekonomistów, organizacja tegorocznych IO kosztowała więcej niż  dwudziestu jeden (!) poprzednich. Na szczęście – stać nas.

Autor: margotka

Dodaj komentarz