Soczi 2014: Wywiad z Natalią Roślik, wolontariuszką na IO

Natalia Roślik, wolontariuszka na Zimowych Igrzyska Olimpijskich w Soczi. Zafascynowała Rosją, kulturą i językiem naszych wschodnich sąsiadów. W rozmowie z naszym redaktorem, Michałem Panachedą opowiedziała jak wyglądają Igrzyska”od kuchni”.

Michał Panacheda: Wolontariat podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi, skąd ten pomysł?
Natalia Roślik: Dwa lata temu podczas wakacji uczestniczyłam w projekcie młodzieżowym – Youth International Forum SELIGER, nad jeziorem Seliger (ok. 350 km na północny-zachód od Moskwy) w Rosji. Był to obóz, forum młodzieżowe, podczas którego zorganizowano nam dzień z olimpiadą w Soczi i uniwersjadą w Kazaniu. Bardzo mnie zainteresowała przedstawiona nam prezentacja nt. Soczi, wydawało się, że wszystko będzie znakomicie wyglądało. Termin również mi odpowiadał, więc stwierdziłam, że spróbuję. Zaaplikowałam, nie sama – wielu moich znajomych z obozu postąpiło tak samo. Można powiedzieć, że wspólnie się motywowaliśmy i zachęcaliśmy na wyjazd.
Opowiedz, proszę, o przebiegu rekrutacji.
Złożyłam wstępną aplikację podczas trwania obozu, później musiałam wypełnić obszerny formularz aplikacyjny on-line. W tym kwestionariuszu sporą część zajmowała odpowiedź nt. naszej motywacji bycia wolontariuszem podczas Igrzysk. Następnie przeprowadzono ze mną dwie rozmowy via skype. Miałam test z języka angielskiego oraz test psychologiczny, socjologiczno-psychologiczny czy coś w tym rodzaju 😉 Cały proces aplikacyjny trwał bardzo długo, dopiero w październiku zeszłego roku dostałam wiadomość, że jadę do Soczi.
Jak licznie jest reprezentowana Polska w gronie wolontariuszy?
W mojej grupie ceremonii otwarcia Igrzysk oprócz mnie jest jeszcze jeden chłopak z Polski. Podobno wszystkich wolontariuszy z naszego kraju ma być około stu, ale utworzyliśmy grupę facebook’ową przed wyjazdem i zgłosiło się tam raptem ponad dwadzieścia osób. Nie wiem, która informacja jest prawdziwa, ale osobiście przychylam się ku grupie na facebook’u.
Jako wolontariusze, co macie zagwarantowane w ramach projektu?
Podróż do/i z Soczi oraz ubezpieczenie każdy opłacał sobie sam. Dostaliśmy zniżki od Aerofłotu (Rosyjskie Linie Lotnicze), który jest oficjalnym przewoźnikiem Olimpiady oraz RŻD, czyli Kolei Rosyjskich. Na miejscu mamy zapewnione zakwaterowanie, wyżywienie oraz strój, który jest inny zarówno dla wolontariuszy, którzy pracują w Soczi bądź Adler, jak i dla tych, którzy są na obiektach w górach. Naturalnie ci drudzy mają cieplejszy ubiór 😉 Ponadto poruszamy się za darmo specjalnymi „olimpijskimi” autobusami i pociągami.
Standard zakwaterowania?
Super! Nie mieszkam w Wiosce Olimpijskiej ani w żadnym zakwaterowaniu dla wolontariuszy. Nasza cała grupa ceremonii otwarcia Igrzysk mieszka w hotelu „Delfin” w Adler (30 min pociągiem do Soczi), który położony jest na wybrzeżu Morza Czarnego. Mamy niecałe 100 metrów do plaży. Każdemu z nas został przydzielony jednoosobowy pokój z łazienką i balkonem.
Kiedy przyleciałaś do Soczi?
Przyleciałam 17 stycznia, wyjeżdżam 26 lutego.
Jak prezentuje się Twój codzienny plan dnia?
Co drugi dzień mamy próbę albo dwa dni próby i jeden dzień przerwy. Grafik dostajemy na początku każdego tygodnia. Pracujemy na zmianę, rano lub wieczorem. Jeśli próba jest ustalona na rano, musimy być o 10.30 na obiekcie w Soczi i wtedy kończymy pracę o 18.30. Jeśli zaś mamy „drugą” zmianę, pracujmy od 15.30 do 23.30.
Możesz nam zdradzić jak będzie wyglądała ceremonia otwarcia?
Niestety nie mogę powiedzieć nic szczegółowego, ale będzie to ceremonia bardzo piękna, zawierająca w sobie efekty, których nikt się nie spodziewa. Non stop ludzie pracują, aby wyglądało to przepięknie. Ceremonia będzie bezpieczna.
Bezpieczeństwo w Soczi według Twoich obserwacji jest…
…zapewnione w 100 proc. Nie czuję się ani trochę zagrożona. Oczywiście przed wyjazdem miałam wielkie obawy. Tym bardziej, że biorę udział w ceremonii otwarcia Igrzysk i właśnie na takie wydarzenie, z mojej perspektywy, atak byłby bardzo prawdopodobny. Przeszła mi przez myśl prośba o zmianę stanowiska pracy, ale tutaj, na miejscu, jest tyle systemów bezpieczeństwa, że nie wierzę, iż ktokolwiek mógłby się przez nie przedrzeć. Wszędzie, na każdym kroku jesteśmy kontrolowani. Wchodzimy do hotelu, na stołówkę, do Parku Olimpijskiego czy pociągu. Wszędzie jesteśmy prześwietlani, przechodzimy kontrolę osobistą, do tego jakieś specjalne radary, kabiny – nigdy nie widziałam takiego sprzętu. Człowieka prześwietla po prostu wszystko, nawet specjalne lasery, które prześwietlają tylko nogę czy buty. Nie ma możliwości wniesienia na teren Parku Olimpijskiego, napoju, przekąski czy nawet snickersa. Idziemy tańczyć na stadion, na cały dzień i nie mamy możliwości wnieść ze sobą czegokolwiek. Wiadomo, nie każdy lubi jedzenie, które dostajemy, dlatego dla niektórych jest to naprawdę wyzwanie pracować po 8 czy 9 godzin i nic nie jeść.
A Ty jesteś zadowolona z jedzenia?
Jestem przyzwyczajona do Rosji i rosyjskiego jedzenia, więc nie narzekam.
Miałaś okazję zwiedzić Soczi?
Mieszkam w Adler, więc na co dzień delektuje się widokiem morza i spaceruję po tym mieście. W Soczi, aby coś zobaczyć, byłam już kilkakrotnie. Bardzo ładne miasto, przepiękny port. Pogoda nie sprzyja zwiedzaniu, całymi dniami leje deszcz.
Rozmach Igrzysk robi wrażenie?
Jak najbardziej, mimo iż Soczi to jeszcze plac budowy (wywiad przeprowadzany 24.01. br.). Dużo rzeczy jest robionych na ostatnią chwilę, tutaj w Adler czy w samym Soczi. Np. jednego dnia widzisz, że nie ma chodnika, a drugiego spacerujesz po nim i jest całkowicie skończony. Jednakże jestem pewna, że 7 lutego będzie wszystko gotowe.
Obowiązuje Was zakaz robienia zdjęć?
Po prostu nie możemy robić zdjęć w Parku Olimpijskim aż do otwarcia Igrzysk. Byłam na różnych obiektach, na których są prowadzone jeszcze pewne prace i organizatorzy nie życzą sobie, aby zdjęcia niedokończonych obiektów obiegły świat, trafiły do Internetu i żeby w ogóle istniały. Tak więc nie możemy robić zdjęć z treningów nawet na własną pamiątkę. Ale podkreślę: do czasu otwarcia Igrzysk, później już jak najbardziej.
W imieniu redakcji B.e.s.t.a i naszych czytelników zazdrościmy Ci tej na pewno niezapomnianej przygody i liczymy na kolejną rozmowę po Igrzyskach.
Dziękuję bardzo. Na pewno jest to wydarzenie życia dla wielu osób tutaj będących. Chciałabym opowiedzieć dużo więcej, ale niestety nie mogę. Po powrocie obiecuję kolejną rozmowę i wtedy będę mogła opowiedzieć dużo więcej.

3 myśli na temat “Soczi 2014: Wywiad z Natalią Roślik, wolontariuszką na IO

Dodaj komentarz