Sylwester? Ale po co?

Anastazja

Ranek, 31 grudnia. Mama od godziny siódmej biega po kuchni, prawie nie mając czasu śledzić jednocześnie kurczaka w piekarniku, patelni na kuchence i kroić niezliczone warzywa na sałatki. Tata stara się znaleźć jakikolwiek pretekst, aby potajemnie uciec od harmideru w domu. Dzieci pilnują taty, żeby nie uciekł i jednocześnie pod ścisłym kierownictwem mamy robią generalne porządki. Po co? Konkurs na najlepszą kolację? Przyjazd teściowej? Nie, tylko kolejny Sylwester.

W tym życiu chcemy być wyjątkowi, różnić się czymś od innych. Ale kiedy nadchodzi koniec roku, wszyscy jednocześnie mieszczą się w ramy powszechności – planują, gdzie i jak spędzić najbardziej „magiczną” noc w roku. Kupują fajerwerki, choinki, wybierają zabawki, prezenty, szukają wyprzedaży i tworzą noworoczne menu. Programy telewizyjne są pełne świątecznych filmów, na billboardach nie widać nic oprócz sylwestrowych reklam, a suma wszystkich paragonów równa się kilkumiesięcznym wypłatom. Ale po co to wszystko? Po to, żeby spędzić 3-4 godziny przy stole wypełnionym jedzeniem, obejrzeć filmy powtarzane co rok, rozpakować prezenty, pocieszyć się z fajerwerków i pójść spać? Myślę, że prawdziwy powód kryje się coraz głębiej.

Początek Sylwestra datuje się na rok 999, za czasów panowania Sylwestra II. Według proroctw Sybilii, w roku 1000 miał nastąpić koniec świata, którego sprawcą miał być smok Lewiatan. Tak się jednak nie stało. Uradowani ludzie zaczęli się bawić, co dało początek dzisiejszym sylwestrowym zabawom. Z jednej strony można powiedzieć, że Sylwester to po prostu oficjalne usprawiedliwienie dla nieprzerwanego picia, obżarstwa i zabawy do rana. Ale o czym myślimy, trzymając kieliszek szampana tuż przed dwunastą? Nawet nie wierząc w magię i Świętego Mikołaja, gdzieś wewnątrz siebie rozpaczliwie chcemy, żeby ta magiczna noc wniosła w nasze życie coś lepszego i uwolniła nas od urazy i bólu przeszłości. Człowiek sam w sobie jest istotą samotną i sentymentalną, i ten cały wyczerpujący i czasami po prostu głupi przedświąteczny zgiełk daje mu poczucie przynależności do czegoś wspólnego, do tego, co łączy miliardy ludzi. Jednak Sylwester jest świętem nie tylko dla żołądka. Dla dzieci Sylwester łączy się z oczekiwaniem na cud. Dla młodzieży – z zabawą w gronie przyjaciół. Dla dorosłych to powód, by znowu zobaczyć swoje dzieci, które mieszkają już daleko od domu. Czasami rutyna trzyma nas na tyle mocno, że zapominamy, kiedy ostatnio spotkaliśmy się z przyjaciółmi lub jak dawno nie odwiedzaliśmy domu. Sylwester sam w sobie jest świętem symbolicznym. Sama data nie znaczy nic. Również jak w 2012, w 2013 znowu od rana pójdziemy na wykłady lub do nudnej pracy. Ale główna wartość Sylwestra polega na tym, że łączy ludzi na całym świecie i pokazuje nam, że nie jesteśmy sami.Nawet jeżeli liczby nie mogą zmienićzwykłegoporządkurzeczy, my wciąż mamy nadzieję, że nasze życie zmieni się na lepsze. Zajęcia na uniwersytecie już nie będą wydawały się nudne, a życie osobiste się poprawi. To brzmi głupio? Zarozumiale? Możliwe. Przecież spełnieniemarzeń wymaga sporego wysiłku. Ale jesteśmy ludźmi i w swoim życiu chociażby raz na rok potrzebujemy święta, które pozwoliłoby nam podczas dwunastego uderzenia zegara pomyśleć najbardziej niewiarygodne życzenia i wierzyć w to, że one się spełnią.

Jedna myśl na temat “Sylwester? Ale po co?

Dodaj komentarz