Powstanie Warszawskie – Stawiamy pomnik czy czcimy porażkę?

Kasia Kindlik

Patetyczne uroczystości, rekonstrukcje historyczne, syreny, bombardowanie wspomnieniami w radiu i telewizji – 68 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego nie będzie inna od poprzednich.

Śmieszna szopka? W końcu „Powstanie było tragicznym błędem, głupotą czy nawet zbrodnią na narodzie”…

Przyznam, że zawsze miałam ochotę gryźć piewców takich poglądów. Powstanie było dla mnie czymś w rodzaju bitwy pod Termopilami, Historią i legendą jednocześnie. W tym naiwnym idealizmie, można powiedzieć nastoletnim, dostrzegałam jedynie czarne i białe. Faszystów jako uosobienie zła wszelkiego (chyba słusznie?), a ludzi Powstania jako krystalicznych bohaterów. Była to oczywista oczywistość.

Dopiero teraz, przy okazji nadchodzącej 68 rocznicy wydarzenia zaczęłam się zastanawiać dlaczego tyle osób wyraża tak krytyczne i stanowcze przekonanie o tym, że był to czysty idiotyzm.

Żeby zastanowić się nad tą kwestią postawiłam sobie dwa zasadnicze pytania.

Po pierwsze co po Powstaniu zostało? Jedna wielka zbiorowa mogiła… tak, Warszawa stała się i już na zawsze będzie wielkim cmentarzem. Ponad 220 tys. warszawiaków (myślę, że tak można ochrzcić każdego kto wtedy tam zginął) straciło życie. Na jej ulicach, placach, barykadach, w kanałach. Zasypanych żywcem, rozerwanych granatami, rozstrzelanych, spalonych. Bez względu na wiek, płeć, bez względu na to,czy ktoś był żołnierzem czy cywilem. Trzeba zaznaczyć, że to właśnie ludność cywilna stanowiła ok. 200 tys. poległych. Straciliśmy też, jak to w takich przypadkach bywa, najlepszą młodzież, która mogła przecież stawić opór sowietom w nowej rzeczywistości PRL-u … Nie oszukujmy się – 63 dni sierpnia i września 1944 było dla tych ludzi brudną, paskudną i desperacką walką o przetrwanie. Idźmy dalej – ówczesna Warszawa była określana Paryżem Północy. Wystarczy spojrzeć na stare pocztówki lub filmiki jak chociażby Warszawa 1935! Teraz bardziej pasuje do stolicy cytat z piosenki T.Love […] to miasto zmęczone jak ja, gdzie Hitler i Stalin zrobili co swoje.

Tak więc zostały tylko gruzy, trupy i… pustka? O tak bezwzględne stwierdzenie bym się nie połakomiła, ponieważ bez wątpienia po Powstaniu pozostało coś, czego wartość trudno wycenić. Pomnik wolności. Niekwestionowane świadectwo, że istnieją sprawy, dla których można zapłacić najwyższą cenę. W kontekście współczesnego świata wyjałowionego z ideałów, nastawionego na wygodnictwo mitologia tamtego lata nabiera szczególnego blasku. Nie wydaje mi się, żeby nasi rodacy byli tak oderwani od realiów, że nie wiedzieli w co się pakują i czym ryzykują. Jednak odstawili kalkulację opłacalności na bok. Odwaga, waleczność, honor – tego też dziś jak na lekarstwo, a oni potrafili… i niech nikt mi nie mówi, że nie dostarczyli nam tym powodów do dumy! Bo chyba nikt nie bije się tak pięknie jak Polacy.

No właśnie, tu się nasuwa pytanie numer dwa; czy było się faktycznie o co bić? Czy mieliśmy jakiekolwiek szanse? Historycy twierdzą raczej zgodnie, że przemarne. Słabe uzbrojenie, niedostateczne przygotowanie, brak gwarancji pomocy z zewnątrz. Czyli taktycznie – pochopna decyzja, fatalny błąd dowództwa. Lecz przy jej ocenie nie uwzględnia się często tego, że dotyczyła właśnie Polaków i to głodnych suwerenności po latach okupacji. Można się łatwo domyślić, że rwali się do walki. Chcieli wolność zawdzięczać sobie albo umrzeć.

Tak na zimno, z dystansu czasowego łatwo jest być może wydać osąd, ale nigdy nie dowiemy się co czuli wtedy warszawiacy. Oby…

Powstanie można uznawać za lekkomyślny zryw, ale Powstańców po prostu trzeba uszanować. Bo nie godzi się nazwać bandą idiotów ludzi, którzy przelali swoją krew za Polskę…

Dodaj komentarz