Blondynka w Grecji – blog z Erasmusa

Co niektórzy redaktorzy robią, kiedy nie piszą do B.e.s.t.a.? Też piszą, ale swoje blogi! Z radością przedstawiam Wam pierwszą notkę, dotyczącą mojego „wygnania” do kraju płynącego oliwą z oliwek. Polecam każdemu kto jest zainteresowany Grecją, programem LLP Erasmus, albo temu kogo ciekawią zabawne przygody polskiej dziewczyny na obcej ziemi. Na końcu wpisu znajdziecie link do mojego bloga, gdzie czekają na was 3 kolejne posty.

Najtrudniejszy pierwszy krok!

Dużo tych pierwszych razów jak na tak krótki czas 🙂 Pierwszy raz w Berlinie ( no ok na jego przedmieściach), pierwszy lot samolotem i przede wszystkim pierwszy raz w Grecji. Dlaczego ktoś w ogóle nieobeznany z kulturą tego kraju wziął się za pisanie o niej bloga? Może właśnie dlatego, że nie mam żadnych uprzedzeń i z czystą kartą zaczynam przygodę z najbardziej kontrowersyjnym państwem europejskim ostatnich miesięcy.
Ale powoli najpierw lot.

„Fly me to the moon”
Nie było łatwo się wyluzować kiedy Agnieszka rzucała żarcikami o katastrofach i terrorystach:) Nie mniej jednak biało pomarańczowy samolocik linii easyJet okazał się bardzo przyjazny, a pilot jak mniemam wykwalifikowany skoro nawet nie poczułam kiedy maszyna dotknęła kołami ziemi. Już nie mogę doczekać się następnej podróży samolotem mimo, że raczej nigdy nie byłam fanką lunaparków i tego typu atrakcji (pewnego razu trzeba było zatrzymać diabelski młyn w wesołym miasteczku z powodu mojej paniki :P). Myślałam, że nie odkleję swojej rozdziawionej buzi od szyby, kiedy zobaczyłam greckie wybrzeże i śliczne domki z basenami. Z radością wysiadłam z samolotu z energią by poznawać całkiem nowy dla mnie kraj. Na lotnisku miał czekać na nas Lampros- właściciel mieszkania, które wynajmujemy. Jakzapowiedział tak zrobił.

Mieszkanie w Salonikach
Jak tu znaleźć swój kąt w obcym kraju będąc jeszcze w Polsce? No wiadomo- przez internet. Ale jak to?
Tak zaufać obcym? Komuś z forum na którym widać tylko nick i nic więcej? Na szczęście mamy Facebooka ! Na grupie ERASMUS THESSALONIKI 2011-2012 znalazłyśmy kogoś kto zamieszcza całkiem sporo ogłoszeń o wynajmie. Dostałyśmy zdjęcia i opisane koszty mieszkania. Wymieniłam niebotyczną ilość maili z właścicielem. W późniejszym czasie nie dotyczyły one już wcale stancji, a samej Grecji i Erasmusa. Ale do rzeczy. Ok widzę jego zdjęcia ( duuużą ilość więc jest to pewnym gwarantem, że to nie fake) w tym jedno z wojska z naszytym imieniem i nazwiskiem. Poza tym grupa facebookowa liczy sobie wielu członków i nikt nie narzekał na Lamprosa, więc stwierdziłyśmy, że może nie jest oszustem i po dostaniu porozumienia mailem, wysłałyśmy mu połowę zaliczki na konto. No cóż mimo tego,
że jesteśmy podejrzliwymi Polkami – musiałyśmy mu zaufać :). Lampros okazał się bardzo sympatyczny.
Pomógł nam wspólnie ze swoim tatą (dzięki, któremu miałam po raz pierwszy kontakt z językiem greckim) zająć się walizkami i odwiózł pod sam dom. Pokazał wszystko w związku z mieszkaniem.
Co prawda okazało się, że w kuchni i łazience panują warunki niemalże arktyczne,nie ma czajnika i trzeba grzać wodę do kąpieli ( w związku z tym czynsz wydaje mi się być trochę wygórowany) to i tak jestem zadowolona. Przez pierwszy miesiąc (abo dłużej… who knows…) mieszka z nami Florian student z Niemiec, więc koczujemy z Agą w jednym pokoju (swoją drogą ciekawe kiedy będzie miała mnie dość :P). Tak naprawdę to całe szczęście, że chłopak z nami jest – pomógł nam wdrożyć się w uniwersytet i komunikację miejską (do centrum mamy jakieś 15 minut autobusem).
Kiedyś myślałam, że jestem względnie „ogarniętym” człowiekiem. Myliłam się … greckie literki zaburzyły moją orientację w terenie. Hahaha… ale o tym będę pisać w osobnym poście, ponieważ ciężko zamknąć ten temat w 2-3 zdaniach.
Zapraszam do zaprzyjaźnienia
się z moim blogiem i częstych odwiedzin.

http://moja-grecja.blogspot.com/

Dodaj komentarz