Piwny pojedynek pszeniczniaków

Zbychowiec (zbychowcowo.blogspot.com)

 (tekst pojawił się w numerze grudniowym w wersji skróconej)

Wprawdzie sezon jesienno-zimowy to nie pora na piwa pszeniczne, jednak uznałem, że warto sprawdzić „nowości browarnicze”, które pojawiają się na polskim (wciąż jeszcze dość ubogim) rynku. A tak się złożyło, że dwa duże koncerny wypuściły właśnie na rynek piwa gatunku hefe-weizen. Pierwsze to Książęce Pszeniczne, a drugie – (występujące w Biedronce) Leżajsk Pszeniczne.

Książęce Pszeniczne, czyli Biały Holender z Tychów

Na początku należy zauważyć, że wbrew pozorom piwo nie zostało wyprodukowane przez Tyskie Browary Książęce. Nie kryje się z tym zresztą producent – na kontretykiecie można znaleźć informację „Wyprodukowano w Holandii” (najprawdopodobniej w należącym do grupy SABMiller browarze Grolsch, znanym w Polsce z jasnego lagera w charakterystycznych zielonych butelkach).

Książęce Pszeniczne sprzedawane jest w brązowych butelkach. Design opakowania jakoś szczególnie nie powala. Jest utrzymany w dość powszechnie przyjętej konwencji – białe złoto i błękit jako dominujące barwy. Z tyłu nie zabrakło instrukcji nalewania piwa i podstawowych informacji, z których można się na przykład dowiedzieć, że piwo jest pasteryzowane.

Pierwszym bodźcem, który dotarł do mnie po otwarciu butelki, był rzecz jasna charakterystyczny zapach piwa pszenicznego. Trunek przelany do szklanki ujawnił ładną, ciemnobiszkoptową barwę, powstała również spora czapa piany, niestety dość nietrwała. W smaku Książęce w zasadzie spełnia podstawowe kryteria piwa pszenicznego – delikatne, lekko kwaskowate, z nieśmiało wdzierającym się posmakiem bananowym, goździkowego z kolei nie wyczułem. Nasycenie oceniam jako raczej średnie.

Leżajsk Pszeniczne – cieszynianin z Podkarpacia

Leżajsk Pszeniczne też nie jest, jeżeli wierzyć doniesieniom piwnych blogerów, tym, za kogo się podaje. Według ustaleń Kopyra (www.kopyr.wordpress.com) bowiem trunek Leżajska nie widział nawet z daleka, a uwarzony był… w Cieszynie (oczywiście po polskiej stronie). Tutaj również mamy rzecz jasna z zabiegami czysto marketingowymi (Leżajsk jest marką Grupy Żywiec dedykowaną dyskontom). Wygląd butelki (całe szczęście nikt nie wpadł na pomysł puszkowania tego piwa!) jest w zasadzie niemal identyczny do innych Leżajsków. Jedyną różnicą jest chyba tylko kolor i napis „Pszeniczne” pod logiem browaru. Ale w końcu to produkt dyskontowy, więc czego więcej wymagać?

Z otwartej butelki wydobył się delikatny zapach, na tyle jednak delikatny, że wręcz ledwo wyczuwalny. W szklance piwo prezentuje się wspaniale. Barwę ma nieco ciemniejszą niż Książęce, pianę potężną i jak mi się zdaje – odrobinę trwalszą. Na pierwszy rzut oka daje się zauważyć liczne bąbelki, które po zaczerpnięciu pierwszego łyka miło masują podniebienie.

W smaku wyczułem lekki posmak bananowy, ale bardzo delikatny, trochę jakby trunek był rozwodniony. Pojawił się za to typowy dla produktów cieszyńskiego Browaru Zamkowego posmak żelaza, co potwierdza moim zdaniem tezę o pochodzeniu tego piwa. Ogólnie rzecz biorąc, napój jest bardzo orzeźwiający i pijalny, toteż powinien świetnie sprawdzić w cieplejsze wiosenne i letnie miesiące (za którymi pewnie wielu już tęskni).

And the winner is…

Teraz postaram się podsumować i pokazać, który z pszeniczniaków moim zdaniem zwyciężył w tym pojedynku. Z pewnością zarówno Książęce, jak i Leżajsk to w miarę dobre piwa, mniej więcej na poziomie Okocimia Pszenicznego, ale z pewnością nie prezentują nic szczególnie wybitnego. Oba piwa są niestety w butelkach bezzwrotnych (w przypadku Leżajska ma to raczej związek z polityką Biedronki, która zwrotu butelek raczej nie uznaje). Ostatecznie jako zwycięzcę ogłaszam Leżajska. Z bardzo prostego powodu – jest tańszy. Za Książęce trzeba zapłacić 3,99 zł, a cena Leżajska to zaledwie 2,69 zł. Ponadto odnoszę wrażenie, że w gruncie rzeczy cieszynianin ma nieco ciekawszy smak i lepsze nasycenie, co też jednoznacznie wskazuje na niego jako triumfatora.

nazwa

Książęce Pszeniczne

Leżajsk Pszeniczne

gatunek

hefe-weizen

hefe-weizen

kraj (i domniemany browar) pochodzenia

Holandia (Grolsch)

Polska (Browar Zamkowy w Cieszynie)

producent

Kompania Piwowarska

Grupa Żywiec

zaw. ekstraktu (wag.)

12,5%

nie podano

zaw. Alkoholu (obj.)

5,1%

5,3%

cena

3,99 zł

2,69 zł

ocena

4,0

4,5

3 myśli na temat “Piwny pojedynek pszeniczniaków

  1. uwielbiam piwo leżajsk. moim zdaniem zostawia konkurencje w tyle. żałuję, że nie występuje w wersji beczkowej? a może występuje? jeżeli tak to prosiłbym o informację gdzie. pozdrawiam

  2. Właśnie „pszeniczniaka” z Leżajska degustuję.Niestety miałem to nieszczęście (dla tego piwa) kilka dni wcześniej degustować Paulanera, więc moja ocena Leżajska siłą rzeczy w porównaniu do niemieckiego konkurenta nie może być zbyt wysoka, no ale cenowo różnica też spora.Bardzo słaba piana,ledwo wyczuwalna nuta bananowa…W porównaniu z Paulanerem odpada w przedbiegach.

Dodaj komentarz