Konstancin Pszeniczne

Zbychowiec

Powoli zaczynam odnosić wrażenie, że do Polski nadciąga moda na piwa pszeniczne. Mają je w swoim asortymencie niemal wszystkie czołowe browary regionalne, a nawet jeden koncerniak, dzięki czemu można napić się piwa pszenicznego w niemal każdym polskim pubie. I bardzo dobrze, bo od lagerowej monotonii można zwariować w tym kraju! Z tyłu nie chce oczywiście pozostać browar w Konstancinie, którego produkty osobiście bardzo cenię za oryginalny smak i chociażby takie nowinki jak piwo żytnie (jak do tej pory jedyne w Polsce). Dlatego też bardzo ucieszyła mnie możliwość zakupienia nowego Konstancina Pszenicznego prDSC07868zed premierą (która ma mieć miejsce w połowie kwietnia).

Wygląd butelki nie odbiega zbytnio od tego, do czego przyzwyczaił nas mazowiecki browar. Owalna etykieta z dużą nazwą piwa, a w tle pole pszenicy i kłosy. Skromnie i czytelnie. Kontretykieta w podobnym stylu, zawierająca wszelkie potrzebne informacje. Całość zwieńczona rzecz jasna kapslem z genialnym, moim zdaniem, logiem z drzewem. Ale nie ma co się tu nad nim rozczulać, czas otwierać butelkę!

Po odbezpieczeniu butelki wyczułem dość wyraźny drożdżowy zapach, co uznałem za dobry znak. Po przelaniu piwa do szklanki, powstała czapa potężnej piany, wprawdzie szybko opadającej, ale jednak potężnej. Barwa samego napoju była o wiele bardziej słomkowa niż w przypadku innych weizenów, które miałem okazję próbować. Ku mojemu zdziwieniu piana okazała się być dość gorzka, a spodziewałem się raczej kwaskowatego posmaku. Podobnych, ale bardziej intensywnych doznań doświadczyłem, próbując już samo piwo. Praktycznie nie można było wyczuć ani bananów, ani goździków (no, może trochę), które przecież są sztandarowymi smakami tego gatunku. W gruncie rzeczy weizen z Konstancina bliżej ma do swoich krewniaków z tego browaru niż do innych polskich pszeniczniaków. Przebija się wyraźnie charakterystyczna goryczka, która błyskawicznie kojarzy mi się z ichniejszymi piwami jasnymi typu lager. Średnie wysycenie daje uczucie orzeźwienia, co z pewnością jest dobrą cechą na coraz cieplejsze, wiosenne dni.

Podsumowując – smak nowego Konstancina to prawdziwa niespodzianka. Łamie on schematy, do których byłem do tej pory przyzwyczajony w tym gatunku. Przy tym nie mogę uznać tego odbiegania od normy za jakiś poważny grzech, po prostu jest to całkiem dobre piwo. Jedynym minusem była cena – 7 zł – mam nadzieję, że dotyczyła ona jedynie tej przedpremierowej partii.

Dodaj komentarz