Tropem Wrocławskich Krasnali

Kamila Konopczak

Przyjeżdżając do Wrocławia, zaczynasz chłonąć jego architekturę. Chcąc poznać magię starówki, spacerujesz uliczkami, głowę zadzierając coraz wyżej i wyżej… Uważaj, by nie potknąć się o Wrocławskie Krasnale!

Wprawdzie na dobre zadomowiły się w mieście po to, by jako dobre skrzaty pomagać mieszkańcom, jednak gdy nie będziesz patrzył pod nogi… Łup! – wyłożyłeś się jak długi, kiedy idąc w stronę Zaułka Ossolińskich, zapatrzyłeś się na Szermierza z wiecznym brakiem szpady w żelaznych dłoniach. Najwyraźniej krasnalowi Ossolinkowi nie spodobało się, że podziwiając rzeźby, nie zauważasz tych, które nie sięgają Ci nawet do kolan. Mali mieszkańcy Wrocławia, choć nieduzi, tworzą całkiem dobrze zorganizowaną ekipę – każdy z nich ma swoje miejsce, którego strzeże, a ich szeregi zwiększyły się w ciągu ostatnich kilku lat tak bardzo, że dawno już wymknęły się starówce, opanowując niemalże całe miasto. Chcesz wiedzieć więcej?

To nie chęć właścicieli niemieckich ogrodów prześcigania się w liczbie krasnali (na szczęście daleko nam do Świebodzina), lecz Pomarańczowa Alternatywa sprawiła, że jest ich u nas tak wiele. Działo się to w roku 1982, czyli za ponurych czasów stanu wojennego. Pierwsze krasnoludki pojawiły się na murach dokładnie w nocy z 30 na 31 sierpnia 1982 r. Transformator na Sępolnie i jeden z bloków na Biskupinie zostały wtedy jako pierwsze poddane „pozytywnej rewolucji“. Napisy typu „Precz z komuną” były sukcesywnie zamalowywane przez władze, jednak w miejsce plam, Alternatywa domalowywała krasnoludka na znak protestu. Od tamtego momentu pojawiały się na ścianach nie tylko wrocławskich budynków, ale rozprzestrzeniły się na inne większe miasta Polski. Happening, podczas którego 20 tysięcy osób przebranych za krasnale przeszło ulicami miasta, sprawił, że władze były bezradne. No bo cóż bardziej absurdalnego, niż aresztowanie krasnoludków, mogłoby się zdarzyć?

Solidarność działała za pomocą krasnali, buntownicze postacie dalej widniały więc na budynkach, symbolizując wolność i wpisując się w krajobraz stanu wojennego. Dziś, kiedy już takie dywersyjne działania nie są potrzebne, a mury zamiast solidarnościowych napisów posiadają graffiti, krasnoludki stały się symbolem walki o wolność i straży nad miastem. Oczywiście to tylko jedna z hipotez ich powstania – co człowiek, to inna opinia, a najlepsze są te wymyślane przez dzieci. Według grupki przedszkolaków, krasnoludki uciekły Królewnie Śnieżce i rozmnożyły się we Wrocławiu za pomocą magicznego pyłu… Fantazja miłośników tych charakterystycznych karzełków popchnęła niektórych tak daleko, że powstała specjalna książka pt. „Opowiadania o wrocławskich krasnalach” – jeśli macie młodsze rodzeństwo, z pewnością im się spodoba.

Po 1989 roku o krasnalach zapomniano – ich pomysłodawca wyjechał za granicę, a pomysł odszedł w zapomnienie. Nastąpiła jednak reaktywacja – Tomasz Moczek, rzeźbiarz rodem z wrocławskiej ASP zapoczątkował tworzenie figurek i tak w sierpniu 2005 światło dzienne ujrzała pierwsza ich piątka: Szermierz zadomowił się na pl. Uniwersyteckim, Rzeźnik na Jatkach, Pracz Odrzański przy moście Piaskowym, dwa Syzyfki zagościły zaś przy ul. Świdnickiej. A potem posypało się jak z rękawa – co miejsce, to inny, związany z nim pomysł…

„Każdy krasnal ma swoje przeznaczenie, wykonuje inny zawód, często też sprawuje niezbędne do funkcjonowania miasta zadania“- mówi zespół Fabryki Idei, czyli wydawnictwo związane z tematem. Podążając tym tropem, można by długo wymieniać imiona – Botanik, Ekonomek, Geolog, Giełdowy, Klucznik, Bibliofil, Słupnik, Syzyf… Wszystkich jest ich ponad sto, więc nie sposób byłoby przedstawić po kolei, ale to już Wasza rola – wybierzcie się na spacer szlakiem Wrocławskich Krasnali, a nie pożałujecie! Dokładną mapkę można pobrać na stronie www.krasnale.pl. Botanika domyślacie się, gdzie szukać, a Ekonomek? Ten z pewnością jest już Wam znany.

Skrzaty mają swoje zwyczaje – Wypłatnik, ogłoszony krasnalem ubiegłego tygodnia, podobno znika co jakiś czas ze swojej stałej siedziby przy banku BZ WBK, by udać się po kolejną porcję gotówki do wydania… Świat idzie z duchem czasu! Niepokojący jest jedynie fakt, że niektóre maluchy co jakiś czas znikają ze swoich stałych miejsc… Czy to sprawka złodziejaszków, czy nieodpartej chęci podróży (pewnie w stronę lasu) – nie wiadomo, ale od pewnego czasu każdy karzełek wyposażony jest w GPSa – tak, by można było go, w razie niespodziewanej ucieczki, łatwo odszukać.

Jak przystało na nowoczesne skrzaty, krasnoludki nie pozostają nieme – Życzliwek prowadzi bloga, którego można śledzić na wspomnianej już stronie krasnale.pl. Nie zapomnij złożyć mu życzeń w urodziny – Dzień Życzliwości, który w naszym mieście obchodzi się 21 listopada. Nawet jeśli nie wierzycie w bajki o dobrych, karłowatych stworzeniach, uśmiechniecie się na widok ich sympatycznych podobizn. Bo, jak napisała Maria Konopnicka: „Czy chcecie, czy nie chcecie, krasnoludki są na świecie“.

Dodaj komentarz