Rebelius

Klaudia Utracik

Bunt jest jedną z postaw prezentowanych przez człowieka. Podstawą buntu jest sprzeciw, towarzyszy mu również wiara w prywatnie głoszone ideologie. Postawa buntownika zrodziła się w ludziach, ponieważ człowiek jest jednostką inteligentną i dążącą do indywidualizmu. Nie ma osoby, która bez mrugnięcia okiem godzi się na wszystko, co oferuje, bądź nakazuje zas(t/r)ana rzeczywistość. Każdy obiera osobisty środek wyrazu i osobistą drogę walki o różne cele. Co łączy wszelkiego rodzaju akty buntu? Odrzucenie panującego porządku i potrzeba udoskonalania siebie. I świata. Koniec czarowania, zapraszam do codzienności. Życie to kopalnia, studnia i całe morze ciekawych przykładów wyżej opisanego zjawiska.

Zimno, mróz, śnieg. W konsekwencji pośpiech, głowa w kaptur, oczy w chodnik. Do domu, do ciepłej herbaty. Potem książka, krótka drzemka, czekolada. Krótka rozmowa z wrocławskim żulem. Nie, to nie wywiad. Raczej monolog, zupełnie nie o tym, o czym planowałam słuchać.

Wyśmiał mnie, że piszę ‚do gazety’. Powiedział, że jestem „gówniara’ i ‚durna krowa’. „Ludzie to stado mułów, wielki wspólnie pracujący organizm. Zatracili zdolność autonomicznego myślenia. Jednorodny system wartości. Jedna wspólna neuronalna pętla z zakodowanym modelem życia idealnego. Strach przed samotnością, lęk związany z demonstrowaniem uczuć. Świat zamienił się w mrowisko. Nie warto dla nich pisać, przecież nie zrozumieją.”

Opowiedział o nieszczęściu, zniewoleniu i swoim buncie. O najokrutniejszej zbrodni, której dopuszcza się tak wielu. Autozbronia, porównywalna z masochizmem lub samookaleczaniem –  ‚dopóki śmierć nas nie rozłączy’.

Małżeństwo go zjadło.  Mówił, że z dnia na dzień czuł się mniej sobą. Kiedyś miał gitarę, młodą duszę i plan. Chciał poznawać świat, degustować wszystko z apetytem. Cieszyłć się życiem. Chciał podróżować, może niekoniecznie dookoła świata, ale w stronę trochę innej rzeczywistości, bardziej kolorowej. Nie udało się. Wojaże przestały być pociągające. Przynajmniej nie tak jak ona. Kilka miesięcy w miodzie, potem ślub, dziecko, praca w kopalni. Miód jakby coraz bardziej gorzki, potem już tylko umiał nim wymiotować. Erupcja emocji, w konsekwencji podjęta decyzja o ucieczce. Mój Pan Żul-rozmówca spakował tobołek. Wypełnił go wielkimi oczekiwaniami, niestandardową interpretacją słowa ‚szczęście’, chęcią dokonania osobistej rewolucji. Dorzucił jeszcze garstkę nieodpowiedzialności.

Podobno nie żałuje. Mówi, że nie darowałby sobie, gdyby nie spróbował. Zresztą mówi więcej, że bywa często szczęśliwy. Nie ominęła mnie demonstracja procesu zmierzającego bezpośrednio ku pełnej eudajmonii: „Kiedy? Co za momenty? O, przykładowo takie. Pyk! I już puszeczka puściła. Piwko na kolacyjkę, bardzo dużo szczęścia. Jak mi Pani da na drugie, to szczęścia będzie dwa razy więcej.”

Podobno przeżył wiele. Raz bywało przyjemnie, innym razem troszkę mniej. Jest zadowolony z ilości doświadczeń i sytuacji, przez które miał okazję przebrnąć. Irracjonalne? Pewnie trochę tak. Społeczeństwo kojarzy go jedynie z hasłem ‚śmierdzę, więc jestem.’ Nikt nie ośmieli się nawet pomyśleć, że być może Żul był buntownikiem, walczył o swoje szczęście. Walczy dalej. Na twarzy pooranej zmarszczkami co chwilę maluje się szyderczy uśmiech. W powszechnym mniemaniu mało kompatybilny z sytuacją. Bo przecież, jakie on ma podstawy, żeby wyśmiewać cokolwiek/kogokolwiek? Jest społeczną ścierką, nikim. Straszymy nim dzieci, omijamy, rzucamy pogardliwe spojrzenia. Żul siedzi w kombinezonie narciarskim. Ortalionik pierwsza klasa, wodoodporny. Pamięta czasy dominacji drewnianego sprzętu na sznurówki. Jest jasnoniebieski, a przynajmniej kiedyś był. Jak ktoś przemieszczający się w błękitnym przyodziewku tej kategorii może cieszyć się szacunkiem? W dzisiejszych czasach? Nie może. Ale Żul ma to gdzieś, jest mu ciepło. Przyzwyczaił się ignorować konwenanse – kolejny przejaw buntowniczej natury. Pożegnałam się bardzo szablonowo.

– Dziękuję. I powodzenia!

– UUUU. Powodzenie miałem kiedyś, więcej nie potrzebuję. Wolałbym nie chodzić głodny.

Poczucie humoru, dystans i odwaga. To z chęcią wyjęłabym mu z głowy i umieściła w swojej.

Podobną wizję buntu miał Albert Camus. W swoim eseju pt. „Człowiek Zbuntowany” nazywa bunt momentem triumfu idei w człowieku. On sam jednostkowo się wyzwala, co pozwala mu na sprzeciw.

Początek buntu jest więc chwilą, gdy buntownik sam zaczyna przezwyciężać potęgę.

„Człowiek, aby istnieć, musi się buntować”- twierdzenie to ma swoje korzenie w słowach Kartezjusza: „Buntuję się, więc jestem”. Obydwie teorie składają się na prostą hipotezę, że każdy człowiek na swój sposób urodził się buntownikiem. ‚Rebelianci’ wywierają silny wpływ na otoczenie, budzą niepokój. Każdy ma inny motyw swojego działania. Człowiek musi się buntować, żeby w pełni doświadczyć trudów i (przede wszystkim) rozkoszy życia. Weź przykład z barokowych poetów metafizycznych albo Jamesa Deana. Obejrzyj „Into the wild”. Okaż niezadowolenie. Dokonaj małego przewrotu. Bądź asertywny. Nie jest dobrze być warzywem na życiowej grządce. Funkcja ogrodnika dostarcza ciekawszych wrażeń.

Dodaj komentarz