Wywiad z Konradem Imielą

O przyszłości Teatru Capitol, premierze „Ścigając zło” i noworocznych postanowieniach – z Konradem Imielą – dyrektorem teatru, aktorem i reżyserem rozmawiała Dorota Dziuruń.

2011 rok będzie dla Teatru Capitol rokiem przełomowym – główna siedziba na 2 lata zostanie oddana do przebudowy. Jak teatr zamierza sobie poradzić z sytuacją braku własnej sceny w tym czasie?
Na szczęście żyjemy w zgodzie z innymi instytucjami artystycznymi. Dzięki uprzejmości szefów innych scen możemy grać gościnnie w Teatrze Polskim, Imparcie oraz Teatrze Współczesnym. Przymierzamy się również do wystawienia jednej premiery w Regionalnym Centrum Turystyki Biznesowej przy Hali Stulecia. Na dzień dzisiejszy przygotowany mamy repertuar do końca czerwca i nie wygląda to źle, gdyż możemy utrzymać częstotliwość grania przedstawień. Gramy Hair, Czarnoksiężnika z krainy Oz, Idiotę, przygotowuję nową premierę Ścigając zło. Mimo tego, że się rozbudowujemy, to teatr nie ma żadnej przerwy – i ta informacja powinna trafić do widzów, bo to od nich będzie zależała jakość naszego przetrwania.

Czy nie boi się Pan, że widzowie mogą zapomnieć o Teatrze Capitol?
Pewnie, że się boję, ale będziemy robić wszystko, żeby dotrzeć do widza z informacją, że cały czas gramy. Oczywiście jest taka opcja, że zamykam teatr na dwa lata, mówię zespołowi, że muszę im dać urlop, tylko nie po to przez ostatnie parę lat ten zespół, właściwie od podstaw, się tworzył. Oni są w tej chwili zgranym teamem, który dobrze działa i gdybym zrobił teraz dwa lata przerwy, to nie pozbieralibyśmy się. Każdy musi z czegoś żyć, każdy szukałby innej pracy. Jest to więc wyjście, którego absolutnie nie biorę pod uwagę, dlatego że chcę ocalić ten zespół.

Czy nurt poszukiwawczy teatru muzycznego, jaki zaproponował Pan wraz z objęciem stanowiska dyrektora Capitolu, będzie kontynuowany po przebudowie teatru? Czy też repertuar będzie bardziej znany, światowy, uniwersalny?
Będę mógł to kontynuować w bardziej komfortowych warunkach niż teraz. Obecnie spektakle, które nie są w oczywisty sposób musicalami, prezentują trochę trudniejszą literaturę, (np. Operetka Gombrowicza z muzyką Możdżera w reżyserii Michała Zadary, czy Idiota w reżyserii Wojciecha Kościelniaka) siłą rzeczy gromadzą taką widownię, jak na spektaklach teatru dramatycznego. To nie jest 700 osób, które możemy pomieścić w naszej sali, ale 300. W nowym teatrze będę mógł prowadzić tego typu spektakle bardziej komfortowo, ponieważ będzie on miał 2 sceny: dużą – z widownią na około 750 i scenę kameralną z widownią na 200 osób. I ta druga będzie naszym ukochanym laboratorium. Tam będziemy szukać nowych dróg teatru muzycznego, będziemy mogli sobie pozwolić na więcej w sensie artystycznym czy ryzyka.

Obecnie rolę takiego laboratorium pełni Mała Scena. Co stanie się z Małą Sceną po przebudowie teatru?
Zobaczymy, jakie będą losy tej kamienicy, w której obecnie się znajduje. Zobaczymy, czy uda nam się ją utrzymać. Bardzo bym chciał grać na 3 scenach, ale nie wiem, czy będzie nas na to stać.

Czy ewentualne przeniesienie przedstawień z Małej Sceny na scenę kameralną nie spowoduje tego, że stracą one swoją atmosferę?
Pewnie zrobilibyśmy wszystko, żeby nie straciły. Przestrzeń sceny kameralnej można będzie dowolnie aranżować, ograniczać. Takie przedstawienia jak Mury Hebronu, Rzecze Budda Chinaski, Ojcom i matkom wbrew, czy Król duch, zaprojektowane są tak, żeby kontakt z widzem był na wyciągnięcie ręki – to jest niewątpliwy walor małej sceny. Dla nas jest ona upiorna ze względów ekonomicznych, bo chcielibyśmy przygotowywać tam przedstawienia, w których brałoby udział 6 -7 aktorów, ale możemy tam wpuścić niewiele ponad 40 widzów. Ekonomicznie zawsze to będzie wpadka.

Jakiego rodzaju poszerzenia możliwości tworzenia spektakli spodziewa się Pan po nowej przestrzeni, poza sprawami oczywistymi jak: większa scena, bardziej nowoczesne urządzenia sceniczne?
To jest zasadnicza sprawa – większa scena i lepsze urządzenia, nowe światła, instalacja dźwiękowa. Przede wszystkim teatr będzie miał swoje kulisy, bo teraz właściwie ich nie posiada. Dlatego też scenografowie projektując scenografię na tę scenę, zwykle stawiają jakąś potężną konstrukcję, która stoi przez cały spektakl. Po przedstawieniu tę konstrukcję trzeba spakować i z pomocą tira wywieźć na przedmieścia – logistycznie jest to koszmarne. W nowym teatrze część magazynów scenografii będzie znajdowała się na miejscu. Będziemy mieli po prawej stronie sceny kulisy o takiej powierzchni jak scena – co w przypadku, gdy zechcemy zagrać dwa różne spektakle w ciągu tego samego dnia, umożliwi szybką zmianę scenografii. W tej chwili jest to absolutnie niemożliwe. Poza tym w końcu będziemy w jednym miejscu. Wiele osób przyjeżdżających z innych teatrów łapie się za głowę i dziwi, jak my w ogóle możemy funkcjonować. Teraz możliwości teatru są poniżej normy ze względu na ograniczoną ilość miejsca, na to, że jesteśmy w kilku różnych budynkach rozrzuceni po całym mieście.

A co z repertuarem? Czy po przebudowie będą jeszcze grane stare przedstawienia?
Niewątpliwie teatr musi zostać otwarty nową premierą, na razie nie będę zdradzał jaką, bo plany nie są jeszcze dość skrystalizowane. A czy będziemy grać przedstawienia, które są obecnie w repertuarze? Bardzo bym chciał, ale o tym zdecydują widzowie.

Porozmawiajmy przez chwilę o najnowszej produkcji Capitolu – Ścigając zło. Skąd się wziął pomysł na stworzenie takiego przedstawienia?
Są ludzie, dla których James Bond jest idolem, znają każdy film na pamięć. Ja nie jestem aż takim fanem, aczkolwiek od zawsze uwielbiałem piosenki z bondowskich filmów. Są to rewelacyjnie napisane piosenki, dające wykonawcy bardzo dużo możliwości – dla naszych artystów jest to mierzenie się z naprawdę świetnym repertuarem. Planowałem, że pierwsza premiera w czasie przebudowy będzie premierą rozrywkową, taką, która potencjalnie może zgromadzić szeroką widownię. Tym spektaklem chcemy dać ludziom rozrywkę, półtorej godziny odprężenia. To będzie rewia postrzegana w nowoczesny sposób. Długo bałem się tego słowa, ponieważ rewia kojarzy się z Moulin Rouge, ale jak inaczej nazwać widowisko złożone z oderwanych od siebie piosenek, nie układających się w jakąś logiczną historię, z bogatą choreografią i inscenizacją? Podczas reżyserii tego spektaklu inspiracją dla mnie są skojarzenia z filmami sensacyjnymi, z kinem. Raz jest to horror, raz jakiś pościg, innym – temat fascynacji idolem. Tak naprawdę jest to zabawa. Bawiąc się chcemy zaproponować widzom dobrą zabawę – efektownie i popisowo zaprezentowaną.

Czego mogą spodziewać się widzowie, którzy przyjdą na spektakl? Komu szczególnie poleciłby Pan tę premierę?

Jak rozmawiam z moimi rówieśnikami, którzy są prawnikami, lekarzami, menedżerami, to oni często mówią „Słuchaj Konrad nie zapraszaj nas, proszę, na Dostojewskiego, Żeromskiego, Brechta, weź daj nam coś lekkiego.” Więc… zapraszam was wszystkich (śmiech). Odpoczniecie, rozerwiecie się, posłuchacie świetnych piosenek w wykonaniu aktorów Capitolu.
Widzowie na pewno mogą spodziewać się popisów – to jest istota rewii. Popisy wokalne, inscenizacyjne, muzyczne, ale także popisy choreograficzne, akrobatyczne. Zagra dość duża orkiestra na żywo, wystąpią gwiazdy teatru.

Postanowienia noworoczne dla teatru?
Chciałbym, aby cała przebudowa przebiegła zgodnie z planem. Postanowienie jest takie, że będę robił wszystko, żeby tak było. Szczególnie ważna jest pierwsza połowa tego roku. Jest to czas, kiedy mamy rozpocząć rozbudowę, a jak wiadomo z początkiem zawsze są największe problemy. Byleby to wszystko dobrze wystartowało.

Tego serdecznie Panu życzę. Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.

Dodaj komentarz