Styczeń 2011

Nowy Rok to zwykle okazja do tego, by po raz kolejny snuć daleko idące plany dotyczące naszej świetlanej przyszłości – nowy rok, nowy początek, nowi my. Lepsi, szczęśliwsi, bardziej zorganizowani i zadowoleni z życia. Niestety, postanowienia te ulatniają się zwykle wraz z ostatnimi bąbelkami sylwestrowego szampana. Ci z twardszą głową wytrwają do połowy stycznia, nielicznym udaje się przekroczyć barierę miesiąca. Dyscyplina to nie jest to, co misie lubią najbardziej. Za to snucie planów – w tym jesteśmy dobrzy. Nawet bardzo. Im ambitniej, tym lepiej. Poczynając od postanowień bardziej przyziemnych typu: zaliczę sesję w pierwszym terminie; zacznę regularnie biegać, nie tylko na autobus; zmienię dietę słodyczowo-fast-foodową na coś bardziej znośnego dla żołądka, do tych bardziej ambitnych: rzucę palenie; ograniczę ilość pochłanianego alkoholu (zwiększając jednak częstotliwość), aż po te super-ambitne: uratuję świat od zagłady; wygram w totolotka; znajdę pracę marzeń nie ruszając się z miejsca, czy też… zrealizuję chociażby najmniejsze postanowienie z ubiegłego roku.

Nie ma nic złego w snuciu planów. Pytanie tylko, co zrobimy z ich realizacją. Jak powiedział Julian Tuwim: Plan: coś, co potem wygląda absolutnie inaczej. Oby to „inaczej” znaczyło tylko „lepiej”!

Jedna myśl na temat “Styczeń 2011

  1. w wydaniu drukowanym pojawiły się problemy techniczne z tekstem w języku rosyjskim oraz w słowniczku dla wydziału ZI, za co szczerze przepraszamy Studium Języków Obcych Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, wszystkie osoby biorące udział przy tworzeniu słowniczka oraz Czytelników NGS B.e.s.t.

Dodaj komentarz